psychiczna i fizyczna ruina, chciałbym tak o sobie napisać, niestety, prawda jest taka, że od pewnego czasu dręczy mnie tylko zwyczajna depresja. choroba komórek, choroba ciała i mózgu. prawdopodobnie moje skażone komórki wciąż krążą w ciele mojej matki, w jej płucach albo wątrobie.
kim jestem? czy to pytanie nie jest przerażające?. jego egzystencjalny ciężar kładzie się przede mną jak widmo zagłady. zwątpiłem w słowa, mój wewnętrzny świat stał się zupełnie relatywny. jałowy, a może nie jest to jałowość totalna, może po prostu ja nie potrafię niczego dostrzec na tej bezpłodnej ziemi mojego umysłu. ogarniają mnie Sartre'owskie mdłości. czarne rzygowiny z samej głębi mojej natury. takiej głębi, jakiej nigdy się po sobie nie spodziewałem. być może chcę poznać siebie odrobinę bardziej, czy raczej: głębiej; być może pragnę odzyskać władzę nad słowami, którą utraciłem. tak czy siak wszystkie problemy, jakie mnie trapią, nierozerwalnie wiążą się z moim ego.
stąpam po równi pochyłej. jak dotąd niezmiennie utrzymuję się przy powierzchni zdrowia psychicznego, może boję się zatopić nieco dalej, odrobinę niżej, może nigdy bym tego nie potrafił. nęcą mnie doznania krańcowe, takie, dzięki którym w końcu poczuję swoje ciało, albo zginę. zresztą nie chodzi tylko o ciało, chodzi, o wszystko to, co mam w środku, a czego nie potrafię wyrazić. wszystkie słowa, które kiedyś widziałem tak jasno, zgasły i stały się bez znaczenia, nie potrafię już niczego nazywać. prześladuje mnie wiersz Ryuichiego Tamury:
[dom na mojej drodze]
nigdy nie powinienem uczyć się słów
o ile lepiej byłoby
gdybym żył w świecie
gdzie znaczenia nie mają znaczenia
w świecie bez żadnych słów
jeśli ranią cię piękne słowa
to nie moje zmartwienie
jeśli ulotne znaczenia sprawiają że krwawisz
to także nie moje zmartwienie
łzy w twoich spokojnych oczach
ból zbierający się na koniuszku niemego języka
po prostu wpatrywałbym się w ciebie i znikał
gdyby w naszym świecie nie było żadnych słów
czy w twoich łzach
odnajdę prawdziwe znaczenie owocu?
czy w kropli twojej krwi
odnajdę blask wczorajszego
zmierzchu tego świata?
nigdy nie powinienem uczyć się słów
tylko dlatego że znam japoński i strzępy obcego języka
stoję spokojnie w twoich łzach
wracam do twojej krwi
czy to nie jest przerażające? jestem istotą ludzką, obsesja słów jest więc przyrodzona mojemu gatunkowi. z jakiegoś powodu nie potrafię jednak wydobyć z siebie śladów ekspresji. wszystko, co mam i wszystko, co czuję jest dziwnie poplątane, jak węzeł samobójcy. może mam coś źle zawiązane w głowie, na przykład zwoje mózgowe, albo brakuje mi jakiejś substancji chemicznej we krwi. pragnę odnaleźć wszystko to, co w tej chwili jest dla mnie niedostępne. wyrazić niewyrażone.